O 6-stej rano obudził nas potworny huk. Łaskot tłuczonego szkła połączony z wyjącym wiatrem. Odgłosy niczym z horrorów Kinga. W pierwszej chwili myślałem, że to fragment snu i wystarczy się obudzić. Niestety. Sobota rano, czas do pracy.

Nasz poranny rytuał został zaburzony przez sprzątanie porozbijanych porcelanowych donic z tarasu i rozmyślanie czy Ania i Kuba przeniosą miejsce ceremonii. W planach mieli przepiękny ślub plenerowy w Villa Omnia. Altankę z kwiatów mieli zbudować chłopcy z Kwiaty&Miut. Miał być vintygowy dywan i w ogóle miało być słonecznie i radośnie a zarazem z klasą i smakiem. Po ślubie Artura i Kasi polubiliśmy takie imprezy.

Droga od Łomianek do Villa Omnia upstrzona była zerwanymi gałęzami a w bocznych drogach dojazdowych nawet konarami drzew. W oddali wciąż zbierały się czarne chmury. Wiało.

Na miejscu nie zastaliśmy nikogo poza ekipą z Kwiaty&Miut próbującą ogarnąć szkody wyrządzone przez wiatr. Byliśmy sporo wcześniej, jak zawsze gdy fotografujemy w miejscu, w którym do tej pory nie pracowaliśmy. Villa Omnia spodobała nam się od razu. Fajna bryła przywodząca nieco na myśl kanciastą architekturę dwudziestolecia międzywojennego połączoną ze skandynawskim sznytem. W środku minimalistycznie. Fajna przestrzeń. Myślimy; jest dobrze.

O atmosferę nie musieliśmy się martwić. Ania i Kuba to artystyczne dusze. Nie da się przy nich nudzić. Spodziewaliśmy się, że towarzystwo również dopisze. I dopisało!

PRZEPIĘKNY ŚLUB PLENEROWY W VILLA OMNIA

Oczywiście nie musieliśmy się martwić o miejsce ceremonii. Mimo wiatru i niezadowolenia urzędnika Ania i Kuba zdecydowali się na ślub plenerowy i nie chceli tego zmieniać pod żadnym pozorem. Marzenia trzeba spełniać, powiedzieli. I spełnili. I było pięknie! I niezwykle malowniczo:) Absolutnie nieklasycznie i nieszablonowo.