
Autentyczność (w fotografii również) to temat wiodący – nie tylko na scenie, ale i w biznesie
Poniedziałek. Kurz po naszym piątkowym wykładzie otwierającym Festiwal Fujikina 2026 jeszcze dobrze nie opadł, a nasze ekrany zalała fala treści o szeroko pojętej autentyczności w sieci (i w fotografii). Po części sami jesteśmy sobie winni, w końcu ostatnio dużo o tym czytaliśmy i algorytm nam takie treści podrzuca. Z drugiej strony, eksperci od hakowania algorytmów od miesięcy mówią, że 2026 to rok autentyczności. Ten temat przetacza się przez nagłówki mediów, na konferencjach i w spotkaniach face-to-face. Słychać to dosłownie wszędzie.
Z drugiej strony słyszymy, że powoli nastaje epidemia samotności. Sztucznie generowane podziały między płciowe sprawiły, że często zamiast do człowieka zwracamy się do ChatGPT z pytaniami o sens życia, miłość czy receptę na lęk. Rozmawiamy z cyfrową wróżką zębuszką licząc na to, że podrzuci nam prosty i niezawodny sposób na rozwiązanie problemów. Tylko co to w ogóle za relacja, w której po drugiej stronie nie ma nikogo, kto potrafiłby współodczuwać? Wyszedłby poza matematycznie wyliczoną idealną odpowiedź. Ta iluzja powiernika powoli oducza nas tego, co najtrudniejsze i najpiękniejsze: wchodzenia w prawdziwe i nieidealne więzi z żywymi ludźmi. Bez koła ratunkowego i gwarancji na sukces.

Moją uwagę przyciągnąl wpis Karola Stróża z Sharebee, który jednym akapitem trafia w samo sedno.
„AI nie zabija autentyczności, tylko winduje jej cenę. Im więcej sztucznego naokoło, tym mocniej tęsknimy za czymś prawdziwym. Trochę jak z żarciem: im więcej przetworzonego na półkach, tym drożej płacisz za to z normalnym składem”.
Karol rozbił strategię przetrwania w świecie algorytmów na świetny akronim T-W-A-R-Z. Dla Was go nieco rozwiniemy pod kątem branży fotograficznej.
- T – Ty i twarz zamiast logo: Do bezosobowego logo nikt nigdy nie napisze prywatnej wiadomości z pytaniem. Piszemy do ludzi. To biznesowe przełożenie naszej festiwalowej tezy: klient premium nie kupuje usług od bezosobowej fabryki pikseli. Kupuje je od Doroty i Michała, bo szuka ludzkiego spojrzenia i relacji. Można nawet zaryzykować tezę, że zdjęcia schodzą na drugi plan. Ważniejsze jest doświadczenie i relacja. Zbudowanie bezpiecznej przestrzeni w której klient będzie czuł się zaopiekowany.
- W – własny głos: Wiedzę i techniczne detale można zdobyć w kilka sekund. Twojej unikalnej tożsamości, spojrzenia, intuicji i sposobu, w jaki rozmawiasz z drugim człowiekiem na planie nie skopiuje nikt.
- A – autentyczność: AI proponuje matematycznie wyliczoną uśrednioną wartość mającą zadowolić wszystkich. Nie ma wspomnień, nie ma ciała, nie czuło strachu, miłości ani przemijania. Fotografia to nie tylko techniczny zapis. To zbiór doświadczeń i sposób przetwarzania wydarzeń przez filtr emocji twórcy i modela. Modele AI mogą wypluć piksele, ale nigdy nie wygenerują relacji.
- R – relacje, nie zasięgi: współczesny fotograf zbyt często autocenzuruje się przed algorytmami social mediów. Publikuje zdjęcia dla zasięgów, dla efektu wow. Wybiera kadry bezpieczne i uśrednione walcząc o uwagę nie tylko z konkurencją ale i AI, które w generowaniu ładnych uśrednionych kadrów jest mistrzem. Tymczasem jedyna gra, w którą warto dziś grać to budowanie zaufania opartego na prawdzie (i często niedoskonałości).
- Z – zespół jako marka: bo silny brand to suma autentycznych osobowości, a nie sterylna, korporacyjna makieta. W tym świecie bądź kuratorem i bezkompromisowym stróżem jakości. AI może być Twoim cieniem (asystentem), ale nigdy nie może stać się Twoją twarzą.
Wniosek jest prosty. Nadmiar zdjęć i grafik w social media to nie jest nowy temat. Ale dobie masowej nadprodukcji plastikowych obrazków AI, marka osobista i Twoje osobiste doświadczenia oraz ludzkie spojrzenie to tarcza przed zniknięciem w tłumie.
Karol podsumował wpis zadając genialne pytanie, porównując slajd z Moną Lisą i Banksym do masowego obrazka z marketu . „Kupujemy obiekt czy historię?”
Jak biznes i technologia szukają dziś prawdy.
Świetny jest tekst Michała Sadowskiego (założyciela Brand24), zatytułowany „AI bez oszustwa”. Michał, człowiek związany z branżą technologiczną, punktuje zmęczenie wszechobecną cyfrową ułudą. Przytacza przy tym dane: nowe badanie obejmujące 228 tysięcy dyskusji w sieci jasno pokazuje, że treści generowane przez AI drastycznie obniżają zaufanie do marek, aż 48% widowni reaguje na nie negatywnie.
Zarówno Karol, jak i Michał dochodzą do tego samego wniosku, pod którym podpisujemy się obiema rękami. Michał ujął to wprost: „Nie zastępować człowieka tam, gdzie relacje międzyludzkie dają największą wartość” oraz „Paradoksalnie im mocniejsze AI, tym cenniejsza staje się ludzka chropowatość”. Sadowski podaje piękny przykład z muzyki: gitara, której słuchamy w najlepszych utworach to dwie gitary grające „to samo”, ale w dwóch różnych próbach. Powstają wtedy mikroróżnice, drobne błędy i przesunięcia, które tworzą pełne, głębokie i magnetyczne brzmienie.
Dla nas, jako dla fotografów i twórców wizualnych, ta poniedziałkowa prasówka jest potwierdzeniem tez z piątkowej prelekcji „Luksus autentyczności. Portret w starciu z algorytmem”. Rynek premium nie chce już matematycznie idealnych, wyrenderowanych pikseli. Chce prawdy, niedoskonałości, autentyczności. Samo AI nie jest złe, złe jest kiedy używamy go w taki sposób, żeby udawało dzieło jakie może i powinno powstać z rąk człowieka.
Autentyczność w fotografii. Czy można wygrać ze sztuczną inteligencją?

Warszawska edycja festiwalu Fujikina 2026 to było małe święto fotografii. Jeśli miałaś/miałeś okazję odwiedzić w tych dniach Dom Braci Jabłkowskich, doskonale wiesz, o czym mówię. Już sam projekt wejścia – instalacja w kształcie gigantycznego aparatu Fujifilm, przez którego obiektyw wchodziło się prosto w serce wydarzenia dawał jasno do zrozumienia, że czeka nas weekend pełen magii. To był fajny, odświeżający czas, pełen fantastycznych wykładów, kuluarowych rozmów, foto spacerów, przeglądów portfolio i spotkań.
Dla nas ten festiwal miał jednak wymiar szczególny. Nasz wykład miał zaszczyt otwierać cały festiwal. Rozprawialiśmy się podczas niego z lękiem przed technologią, cytowaliśmy badania neurobiologów, noblistów i pokazaliśmy, dlaczego to właśnie świadomy błąd, niedoskonałość, nieostrość, ziarno i ta wspomniana przez Michała „ludzka chropowatość” w sztuce wizualnej są dziś naszym jedynym, nienaruszalnym „dowodem ludzkości”.


Ola, stand-up i ten moment, w którym odpuszcza stres
Otwieranie tak wielkiego wydarzenia na scenie zawsze wiąże się z potężną adrenaliną. Pomogła nam Ola (Aleksandra Rogowska-Lichnerowicz). Kiedy stanęła przy mikrofonie i w tak piękny, pełen ciepła sposób zapowiedziała nasze wyjście, cała trema momentalnie opadła. Wielkie dzięki Ola.
Sam wykład? Poszedł gładko. Kto zna Michała, ten wie, że na scenie zamienia się w urodzonego stand-uppera. Potrafi rozbawić całą salę, sypiąc anegdotami i trafnymi obserwacjami branżowymi jak z rękawa. Ja z kolei postawiłam na to, co dla mnie najważniejsze: po prostu byłam sobą. Tytuł naszej prelekcji brzmiał: „Luksus autentyczności. Portret w starciu z algorytmem”. Temat okazał się na tyle magnetyczny, że czas prelekcji się przeciągnął, a dyskusje ciągnęły się długo po zakończeniu samego wykładu. Jedni mówili że za mało straszyliśmy, inni byli porażeni tym, czego się dowiedzieli.

Czy sztuczna inteligencja odbierze nam człowieczeństwo?
Głównym celem naszego wystąpienia było dodanie odrobiny nadziei i osadzenie twórców na stabilnym gruncie w czasach, gdy lęk przed utratą pracy na rzecz AI wywołuje duży kryzys tożsamości w naszej branży. Chcieliśmy zainspirować uczestników do własnych, odważnych poszukiwań i wzmocnić ich w przekonaniu, że tworzenie obrazów wynikających z naszego wnętrza to jedyna słuszna droga. Wielu fotografów zastanawia się dziś czy sztuczna inteligencja nie odbierze im pracy. Nasza odpowiedź brzmi: nie, o ile postawicie na to, czego maszyna nigdy nie skopiuje.
W świecie, w którym AI potrafi w sekundy wyrenderować idealną twarz, techniczna perfekcja przestała być jakimkolwiek wyróżnikiem. Przemysł technologiczny zalał nas sterylnym zjawiskiem zwanym AI slop – cyfrową papką, która, jak udowadniają neurobiolodzy, aktywuje w naszym mózgu ciało migdałowate i wywołuje ewolucyjny wstręt (efekt Uncanny Valley, czyli Doliny Niesamowitości Masahiro Mori’ego). Nasz układ nerwowy podświadomie odrzuca syntetyczną perfekcję, kodując ją jako kłamstwo. Generatory AI potrafią stworzyć idealne obrazy, ale są one całkowicie pozbawione prawdy i naszych doświadczeń, emocji, wspomnień, wrażliwości. Dokładnie to pokazaliśmy na slajdzie z Clintem Eastwoodem (fot. Marco Grob) – każdy por skóry, asymetria i mikroekspresja, ślad zmęczenia na tej twarzy to zapis życia, którego maszyna nie potrafi przeżyć ani powtórzyć.

Paradoks Sama Altmana i cena za nasze emocje
Podczas wykładu pokazaliśmy publiczności coś, co idealnie obrazuje hipokryzję Doliny Krzemowej. Sam Altman, szef OpenAI i twórca potęgi sztucznej inteligencji, uruchomił niedawno projekt World, którego kampania reklamowa krzyczy: „Jeśli jesteś człowiekiem, pokaż to”, zmuszając nas do skanowania siatkówki oka za pomocą metalowych urządzeń o nazwie The Orb. Doszliśmy do momentu, w którym człowieczeństwo w świecie cyfrowym stało się towarem deficytowym, stanowiącym osobny paszport tożsamości. Co najbardziej uderzające – kiedy OpenAI promowało swój flagowy model ChatGPT, ich globalna reklama została nakręcona przez ludzkiego reżysera na tradycyjnej, analogowej taśmie filmowej 35 mm. Dlaczego? Ponieważ twórcy algorytmów doskonale wiedzą, że kiedy stawką jest wywołanie empatii i zaufania u drugiego człowieka, sztuczna inteligencja w fotografii i filmie przegrywa z organicznym ciepłem, ziarnem i namacalną fakturą tradycyjnego obrazu.
Z tego wyścigu zbrojeń technologicznych wyłamują się już sami twórcy systemów. Na scenie przytoczyliśmy głośny manifest Zoë Hitzig – wybitnej harvardzkiej ekonomistki i poetki, która na początku 2026 roku demonstracyjnie odeszła z zespołu badawczego OpenAI. Jej słowa powinny stać się ostrzeżeniem dla każdego artysty: „Każda firma z branży mediów społecznościowych chce maksymalizować zaangażowanie. Jeśli moim zaangażowaniem jest dzielenie się moimi najgłębszymi sekretami, pragnieniami czy samotnością.. i w tym momencie wkraczają reklamy, to monetyzujesz moje człowieczeństwo”. Autentyczność w fotografii to jedyna tarcza chroniąca te intymne obszary przed bezduszną komercjalizacją.

Mówiliśmy o tym, że autentyczność w fotografii musi stać się aktem oporu przeciwko cyfrowej standaryzacji. Helsińska Fundacja Praw Człowieka w swoim przewodniku słusznie zauważa, że największym zagrożeniem dla wolności twórczej wcale nie są rzadkie wyroki sądowe, ale autocenzura w obawie przed sankcją. Przełóżmy to na codzienność: dzisiaj fotograf nie cenzuruje się przed urzędnikiem. On cenzuruje się sam przed algorytmem Instagrama. Prostuje kadry, rozjaśnia cienie i wygładza skóry klientów pod dyktat algorytmu, byle tylko nie stracić zasięgów. Świadome dopuszczenie błędu, skazy, ziarna czy poruszenia to nasza odmowa ujednolicenia wyobraźni przez korporacje z Doliny Krzemowej. To realizacja Artykułu 73 Konstytucji RP, który zapewnia nam wolność twórczości artystycznej – nasz osobisty „Dowód Ludzkości”.

Wprowadzając na scenę wątki neuroestetyki, powołaliśmy się na badania Susan Magsamen z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa, która udowadnia, że sztuka to nasza podstawowa potrzeba biologiczna, a zaledwie 45 minut tworzenia własnych kadrów drastycznie obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu) we krwi. Z kolei noblista prof. Eric Kandel pisze o procesie Beholder’s Share (udział widza). Kiedy pokazujemy widzowi zdjęcie matematycznie idealne, jego kora wzrokowa przechodzi w stan apatii. Dopiero obraz nieidealny, z głębokim cieniem, ziarnem czy niedopowiedzeniem zmusza mózg odbiorcy do aktywnego współtworzenia dzieła na bazie własnych wspomnień.

Autentyczność w fotografii żyje w relacji i intymności. To moment, w którym (jak uczy dr Brené Brown) tworzymy dla drugiego człowieka na tyle bezpieczną przestrzeń, że decyduje się nam zaufać, zdjąć ciężką zbroję perfekcjonizmu, godzi się na bezbronność, odsłania się i pokazuje miękki brzuszek. Algorytm nigdy nie zbuduje takiej relacji i nie skróci dystansu na planie, bo nie ma doświadczeń, nie ma ciała, które mogłoby cierpieć, kochać i przemijać.

Biochemiczna pułapka szybkiej dopaminy
Podsumowaniem wykładu było pokazanie prac Jonasa Petersona, który przy użyciu algorytmów generuje zachwycające, malarskie światy. Umiejętnie wykorzystane generatory grafiki AI to potężne, fascynujące narzędzie konceptualne, ale neuroestetyka jasno wskazuje, gdzie leży granica między cyfrowym generowaniem a ludzkim przeżyciem. Badania prof. Semira Zekiego dowodzą, że obcowanie z autentycznym procesem artystycznym aktywuje w naszym mózgu układ emocjonalno-wartościujący oraz sieć introspekcji (DMN), dając trwałą korzyść poznawczą i realnie obniżając stres. Z kolei syntetyczna obrazy generowane masowo przez AI daje nam jedynie szybki, powierzchowny wyrzut dopaminy i pustą stymulację sensoryczną. Mózg błyskawicznie nudzi się doskonałością, która nie wymagała od nikogo przeżycia lęku, miłości czy dotknięcia drugiego człowieka.
4 godziny w Studio Chmury
Po południu przenieśliśmy się w znacznie bardziej kameralne rejony, czyli do przestrzeni Studio Chmury, gdzie prowadziliśmy Masterclass. „Spotkanie po obu stronach obiektywu. Praktyka portretu i relacji.„

To były niesamowite cztery godziny głębokiego skupienia. Odrzuciliśmy sztywne, wyuczone pozy na rzecz czystej pracy warsztatowej: przygotowania workflow, zrozumienia światła i wykreowania przestrzeni, która umożliwi komfortową pracę z modelem. Autentyczność w fotografii przetestowana w małej grupie.
Efekt potknięcia, czyli dlaczego mózg kocha błędy
Podczas pracy warsztatowej w studio idealnie widać było mechanizm, o którym tak dużo mówiliśmy na scenie głównej – psychologiczny efekt potknięcia (Pratfall effect), zbadany przez prof. Elliota Aronsona w 1966 roku. Psychologia społeczna udowadnia, że sterylna, robotyczna doskonałość dystansuje i budzi podświadomy chłód. Jeśli jednak człowiek o wysokich, udowodnionych kompetencjach popełni drobny, ludzki błąd, sympatia i poczucie bliskości u odbiorców drastycznie rosną.

Autentyczność w fotografii opiera się dokładnie na tym paradoksie. Kiedy klient wie, że potrafisz technicznie zrobić idealnie ostre, podręcznikowe zdjęcie, ale Ty świadomie decydujesz się zostawić w kadrze poruszenie, niedoskonałość kompozycji, ziarno czy asymetrię twarzy, Twój obraz zyskuje magnetyczną siłę. Zdejmujesz z bohatera pancerz i zapraszasz widza do relacji. Maszyny są zaprogramowane tak, by nigdy się nie mylić, dlatego ich twórczość jest martwa. Nasz świadomy błąd to wyraz kreacji, szaleństwa, odrębności, autentyczności, prawdy i człowieczeństwa.
Sądy w głośnych sprawach artystycznych – jak choćby przy głośnym procesie dotyczącym instalacji „Pasja” Doroty Nieznalskiej – ostatecznie wskazały w wyrokach, że muzea i galerie stanowią wydzieloną dla twórców przestrzeń, w której każdy przekraczający próg musi być świadomy spotkania z wolnością wyrazu. Po tym weekendzie dodam więcej: taką autonomiczną, bezpieczną przestrzenią może stać się Wasze studio fotograficzne. Fryderyk Nietzsche pisał niegdyś o religii sztuki, która zajęła puste miejsce po schyłku tradycyjnego świata duchowego. Z kolei Mircea Eliade zauważał, że we współczesnym świecie sacrum bardzo często kryje się pod postacią profanum. W dobie masowej, chłodnej nadprodukcji obrazów przez maszyny, intymne spotkanie portretowe staje się jedną z ostatnich świeckich liturgii. Prawdziwym sacrum.

Bardzo dziękujemy wszystkim uczestnikom warsztatów za Wasze skupienie, trudne pytania, zaufanie i zaangażowanie.
Pogawędki w kuluarach
Poza tematami które poruszaliśmy podczas wykładu dostawaliśmy też konkretne, przyziemne pytaniami np. o konfigurację GFX-a, budowanie zestawów obiektywów pod konkretne tematy czy optymalizację kosztów w studio. Te rozmowy potwierdziły kolejny raz, że nasza nowa usługa (konsultacje sprzętowe) to strzał w dziesiątkę. Były też rozmowy z kolegami o sprzęcie, projektach, klientach, zmianach, doświadczeniach, o przyszłości branży i oczywiście o AI.

Dziękujemy Fujifilm za zaproszenie, Oli za genialny start, a Wam za to, że przypomnieliście nam, że autentyczność w fotografii to jedyna waluta, która nigdy nie straci na wartości w świecie zdominowanym przez maszyny.
A jak to wygląda u Was? Kiedy patrzycie na tak błyskawiczny rozwój AI, widzicie w sztucznej inteligencji realne, egzystencjalne zagrożenie dla ludzkiego spojrzenia, czy traktujecie ją po prostu jako kolejne narzędzie warsztatowe, które odpowiednio okiełznane może ułatwić nam życie? Gdzie dla Was kończy się technologia, a zaczyna ludzka wrażliwość?
Dajcie znać w komentarzach – jesteśmy ciekawi Waszych opinii.
Do zobaczenia!
Dorota i Michał
CHCESZ WZMOCNIĆ SWÓJ UNIKALNY GŁOS I ZBUDOWAĆ BIZNES ODPORNY NA WIZUALNY SZUM?
Jeśli stoisz właśnie przed decyzją o zakupie nowego sprzętu, zmianie systemu lub po prostu chcesz przestać przepalać budżety na nowości rynkowe, których możliwości wykorzystasz w zaledwie 20%, zapraszamy Cię na konsultacje sprzętowe.
Odrzuć korporacyjny bełkot i marketingowe obietnice marek. Przestań zamrażać gotówkę w leasingach i topić budżety w nowościach. Jeśli czujesz, że dopadł Cię sprzętowy nałóg, przeczytaj nasz tekst o tym, jak skutecznie wyleczyć się z syndromu G.A.S.: Konsultacja sprzętowa G.A.S. w WhiteSmoke Studio.
Zainwestuj w niezależną wiedzę, zbuduj zestaw skrojony pod Twoje realne projekty i zacznij w końcu z uśmiechem na twarzy nim fotografować zamiast się męczyć. Zarezerwuj swoją indywidualną, 1-godzinną sesję online sam na sam z Michałem w naszym sklepie:
Zarezerwuj Konsultację sprzętową Foto/Wideo 1:1.




