Reportaż Ślubny – wyobrażenia a rzeczywistość.

Często zadawanym przez pary pytaniem jest to: a co jeśli któreś z Was zachoruje?

Co wtedy? Wtedy uruchamiamy uśpionych agentów, czyli ludzi, na których pomoc zawsze możemy liczyć.

Zdjęcie poniżej autorstwa Wojtka Grzędzińskiego odpowiada na to pytanie. To jest Michał w akcji na 16-godzinnym reportażu ślubnym, kilka dni po operacji po zerwaniu Achillesa. Grzęda! Dzięki, że z nami wtedy byłeś i dzięki za to zdjęcie.

Bardzo często słyszymy od par lub ich gości zdanie: Wy to macie czadową pracę. Nic tylko podróże, imprezy. Pocykacie trochę zdjęć i jeszcze się najecie przy okazji.

Prawda jest kompletnie inna, dzisiaj chcemy się skupić na jednym najważniejszym aspekcie. Nasza praca to przede wszystkim ogromna odpowiedzialność. Dnia ślubu nie da się powtórzyć a reportaż ślubny to bardzo często jedyna pamiątka tego dnia. Dla nas to często ciężka, fizyczna praca, spędzamy wiele godzin maksymalnie skoncentrowani, dźwigając tonę sprzętu. Upał czy deszcz zawsze jesteśmy w pogotowiu, żeby złapać moment. Mamy być niezawodni.

Wielu fotografów blogując kolejne reportaże ślubne, pisze; cudowna atmosfera, wspaniała para, piękne miejsce, boskie dekoracje etc. Zawsze to samo. I absolutnie się z tym zgadzamy.

Tylko że my po ślubie pamiętamy zazwyczaj inne rzeczy, bardziej techniczne, przyziemne. Podczas ślubu może się zdarzyć tysiąc nieprzewidzianych rzeczy, które pokrzyżują nam plany. Przez 15-lat nauczyliśmy się z nimi radzić w locie, w sposób niezauważalny dla naszych klientów i do tego z uśmiechem na twarzy.

Potwierdzają to często słowa, jakie słyszymy po pracy – Smoki, jak Wy to robicie, że przez tyle godzin non-stop pracujecie uśmiechnięci. Wszyscy byli pod wrażeniem. Byliście dosłownie wszędzie!

Od 2005 roku nie opuściliśmy żadnego zlecenia. Dbamy o formę fizyczną i psychiczną, o jedzenie, nawodnienie i odpowiednią ilość kofeiny w organizmie. Działy się różne rzeczy, ale to 2019 rok (kiedy to Michał zerwał achillesa tuż przed sezonem) najbardziej nas zaskoczył i najwięcej nas nauczył. Wsparło nas wiele osób, mnóstwo klientów nam zaufało. Powstało wiele fantastycznych materiałów, które niedługo wylądują na blogu.

Dziś prezentujemy jeden z nich – ślub Gosi i Patryka. Kilka lat temu mieliśmy przyjemność fotografować ślub siostry Gosi, Oli. Praca z rodzinami, które do nas wracają przy każdej kolejnej okazji dodaje skrzydeł.

Reportaż ślubny w Pałacu Mała Wieś

Na tej imprezie naszymi uśpionymi agentami byli niezastąpieni i wspaniali: Wojtek Grzędziński, Radek Kaźmierczak i Artur Cieślakowski. Chłopaki! Raz jeszcze wielkie dzięki! Dzięki Wam i Waszemu wsparciu pracowaliśmy spokojnie, a nasza para ma fantastyczną pamiątkę #DREAMTEAM!

Warto jeszcze na koniec dodać – Pałac Mała Wieś to przyjemne miejsce na reportaż ślubny. Główna sala jest ogromna i wymaga sporego doświadczenia w oświetlaniu, ale warto poeksperymentować. Podoba nam się również rozległy teren i mnogość opcji na sesję, a ceremonie plenerowe są wręcz bajkowe. Podczas reportażu Gosi i Patryka sesja trwała tylko chwilę, ale to tylko dlatego, że sesję z wykorzystaniem wnętrz Pałacowych robiliśmy dzień wcześniej, w innych strojach, być może pokażemy je w oddzielnym wpisie.

Privacy Preference Center